Reklama

Wywiad z uciekającą przed wojną Ukrainką. Mówiłam: idę, jak zabiją, to zabiją

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor: | Zdjęcie: Canva

Wywiad z uciekającą przed wojną Ukrainką. Mówiłam: idę, jak zabiją, to zabiją - Zdjęcie główne

foto Canva

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Olena Razinkowa mieszkała we wsi Dymer w obwodzie kijowskim, niedaleko Czarnobyla. 24 lutego odebrała telefon od syna, który powiedział „mamo uciekaj”. Uciekła, ale nie od razu. Dziś Olena i jej młodszy syn są już bezpieczni w Nowej Rudzie, a w rozmowie z Agnieszką Góralczyk kobieta opowiada o piekle, jakie zgotowali Ukraińcom Rosjanie.

W jakim momencie zastała Panią wojna?

24 lutego o godzinie 2:30 w nocy syna, który służy w ukraińskim wojsku, zabrano do armii, bo wybuchła wojna. Przyjechał do oddziału i rozpoczęło się bombardowanie. Zadzwonił do mnie i powiedział: „uciekaj stąd, Czarnobyl się nie utrzyma, ponieważ Rosjanie wejdą od strony Białorusi”.

Wiedziała Pani gdzie iść, gdzie uciekać, czy poczuła Pani tylko bezradność?

25 lutego do obwodu kijowskiego wkroczyły czołgi. Wjechały do miejscowości: Iwankiw, Katiużanka, Rykuń, Lytwynowka, Dymer, Kozarowyczi, Dymydiw. Tego dnia ludzie zostali odłączeni od gazu, wody, od wszystkiego. Kadyrowcy weszli do sklepów i zaczęli krzyczeć. Powiedzieli, że to wszystko jest rosyjskie.

Krzyczeli, żeby ludzie nawet nie podchodzili do sklepów, bo wszystko jest rosyjskie. Kadyrowcy weszli do tych sklepów i przestali do nich wpuszczać ludzi, których odcięto od reszty świata. Ludzie zostali bez lekarza, bez pomocy medycznej. Bez wszystkiego.

W Czarnobylu i okolicznych wsiach było gdzie się schronić? Były schrony? Czy zostaliście w swoich domach, mieszkaniach, bombardowanych budynkach?

W domach, budynkach są piwnice. Tam się wszyscy chowali i tam przebywają. 

Jak bardzo zostały zniszczone wsie w obwodzie kijowskim gdy wkroczyli Rosjanie? Bombardowania były tak potężne jak w innych częściach Ukrainy?

Były bombardowania. Nie wszyscy o tym rozmawiają, bo to są małe wioski. Tam zostali ludzie, którzy teraz piszą do mnie i proszą o pomoc. Ludzie tam umierają. Są głodni i zmęczeni (płacz). Kobiety nie mają czym karmić niemowląt. 

Sytuacja jest tam straszna. Ludzie zostali bez wody, światła, bez środków komunikacji. Są otoczeni przez kadyrowców. Ludzie strasznie tam umierają. Nie są już nawet chowani na cmentarzach. Jak ktoś umiera, jest chowany obok budynku. 

Po ilu dniach opuściła Pani rodzinną miejscowość?

Od 24 lutego do 8 marca byłam w rodzinnej wsi. 8 marca zaczęłam iść. Szłam pieszo 30 kilometrów. Zaczęliśmy uciekać, bo by nas rozstrzelali. Mówili, że nie można patrzeć do góry. Patrzyliśmy tylko w ziemię, nie patrzyliśmy na siebie, bo inaczej by nas zabili. Trzymaliśmy między sobą metrowy dystans. Metr ode mnie szedł syn. Mieliśmy coś białego, żeby wiedzieli, że to idą cywile, żeby nas nie zabijano.

Kto z Pani bliskich został na Ukrainie?

Został mąż i syn, który jest w wojsku. Teraz broni Kijowa.

Ma Pani z nimi kontakt?

Jeszcze dwa dni temu miałam kontakt z mężem, który był w domu. Ale przyszło do domu siedmiu kadyrowców. Zabrali telefony. Szukali dokumentów wojskowych syna, żeby za ich pomocą przeprowadzać dywersję. Przeszukali wręcz cały budynek.

Z Ukrainy uciekła Pani z młodszym synem. Jak on dziś się czuje?

Mówi: dobrze, że nie strzelają.

Przed wybuchem wojny były jakieś sygnały, że ta część Ukrainy może spłynąć krwią?

Bo wcześniej mówiło się, że wiele może się dziać od strony Krymu, Donbasu, ale czy ktoś myślał o ataku na Kijów, Charków itd.? Nie. Nie myśleliśmy nawet, że atak może nastąpić też od strony Białorusi. Most pomiędzy wioskami Demydiw (kontrolowaną przez kadyrowców) i Liutiż (pod kontrolą Ukrainy), przez który uciekali cywile, został specjalnie zniszczony po to, żeby nie mogli przejść nim Rosjanie.

Uciekła Pani z piekła, które rozpętał szaleniec. Skąd wzięła Pani na to siłę?

Sił nie było. Mówiłam: po prostu idę, jak zabiją, to zabiją. Okupanci okropnie odnoszą się do ludzi, do cywilów (płacz). Ludzie umierają. Nie wiem, czy mój mąż żyje, czy nie.

Czuje się Pani dziś bezpieczna?

Tak i dziękuję za to.

Zostanie Pani u nas w Polsce, czy będzie chciała Pani wrócić na Ukrainę?

Nie powiem teraz. Z jednej strony Ukraina to moja ojczyzna, ale z drugiej strony nie mamy gdzie wracać. Syn jest w 8 klasie szkoły podstawowej. Uczył się perfekcyjnie. 8 marca jego szkoła została zbombardowana. Nie mamy gdzie wracać.

Artykuł pochodzi z portalu nowaruda24.pl. Kliknij tutaj, aby tam przejść.
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy