Reklama

Kłodzko. Śmierć małej Hani. Niejawny proces kuratorki

Opublikowano:
Autor: | Zdjęcie: Archiwum Redakcji

Kłodzko. Śmierć małej Hani. Niejawny proces kuratorki - Zdjęcie główne

foto Archiwum Redakcji

Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości Sąd uznał, że śmierć 3-letniej Hani to nie zabójstwo. Matka dziewczynki, skazana na 3,5 roku więzienia, wyszła na wolność i w procesie apelacyjny będzie odpowiadała z wolnej stopy; jej konkubent dostał 17 lata. Co z trzecią oskarżoną?

Kłodzko. 21 lutego 2021 roku śmierć 3-letniej Hani z Kłodzka wstrząsnęła całą Polską. Sąd Okręgowy w Świdnicy właśnie wydał w tej sprawie wyrok. Uznał, że śmierć 3-letniej Hani to nie zabójstwo, ale spowodowanie obrażeń skutkujących śmiercią. Lucynę K., matkę Hani, skazał na 3,5 roku pozbawienia wolności, a jej konkubenta, Łukasza B. na 17 lat więzienia. Wyrok nie jest prawomocny. Oskarżyciele zapowiedzieli apelację.

Co z trzecią oskarżoną osobą w tej sprawie?

Sprawę kuratorki sądowej wyłączono z głównego postępowania. Ona odpowiada przed Sądem Rejonowym w Ząbkowicach Śl. Sprawa toczy się jednak za zamkniętymi drzwiami, bo jawność procesu, decyzją sądu, została wyłączona.

Prokurator zarzucił pracownicy sądu niedopełnienie obowiązków służbowych polegające na braku właściwej, wymaganej przepisami prawa kontroli środowiska rodzinnego Lucyny K., braku współpracy z właściwymi instytucjami, takimi jak szkoła i przedszkole, do których uczęszczały dzieci Lucyny K., braku weryfikacji uzyskiwanych informacji o stosowaniu przemocy wobec małoletniej Hani, a także podawanie nieprawdy w sporządzanej dokumentacji z dozoru. Kuratorce grozi do lat 5 więzienia.

Proces ruszył z opóźnieniem w związku z problemami zdrowotnymi oskarżonej oraz koniecznością przeniesienia go z sądu w Kłodzku do sądu w Ząbkowicach
– mówi Tomasz Orepuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

Śledczy dodaje: Odbyło się pierwsze posiedzenie sądu, podczas którego wyłączono jawność tego procesu.

Przypomnijmy: Jak to możliwe, że nie zauważyli żadnych niepokojących sygnałów?

Lucyna K. mieszkała z konkubentem, z którym miała 10-miesięczną córkę. Dwie starsze dziewczynki (3- i 8-letnia) miały innego ojca. Rodzina miała kuratora sądowego o raz asystenta rodziny. Kurator ostatni raz wizytował tę rodzinę 15 lutego 2021 roku, a asystent był w ich mieszkaniu 17 lutego (dwa dni przed śmiercią dziecka).

Według nich nic nie wskazywało na to, że może dojść do nieszczęścia. Zdaniem urzędników socjalnych była to rodzina dysfunkcyjna, ale nie patologiczna. Kurator i asystentka twierdziły, że nie było sygnałów o problemach z alkoholem, czy innymi nałogami w tej rodzinie.

Po tragedii wyszło na jaw, że matka i jej partner regularnie stosowali przemoc psychiczną i fizyczną wobec dwóch starszych dziewczynek. Dlaczego urzędnicy sądowi i społeczni tego nie dostrzegli? Jak to możliwe, że nie zauważyli żadnych niepokojących sygnałów?

A sygnały wskazujące na niewłaściwe metody wychowawcze były. I było ich tyle, że kurator sądowa poprosiła rodziców, żeby rozebrali dziewczynkę, by mogła obejrzeć Hanię. Kurator zobaczyła wtedy ślad po klapsie na pośladku.  To jednak, w ocenie sądu, nie stanowiło przesłanki do ustanowienia pieczy zastępczej. W dokumentach to „tylko klaps”.

W tej sprawie pojawił się jeszcze jedna wątpliwość. Skoro proces głównych oskarżonych – matki i jej konkubenta - toczył się przy otwartych drzwiach, to dlaczego przebieg sprawy, w której oskarżoną jest kuratorka sądowa, utajniono?

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy