Kłodzko. Michał Tułacz w tej rozmowie odnosi się do: czarnej listy prześladowanych mieszkańców, rozmów z burmistrzem i telefonu do policjanta z prośbą o billingi. Jak to robi? Wije się jak piskorz, stara się odwracać kota ogonem i na większość pytań odpowiada... pytaniami.
W pewnym momencie chce nawet zobaczyć telefon dziennikarza i jego WhatsAppa, nie rozumiejąc, że to nie z telefonu Życzkowskiego wyciekły skandaliczne zapisy rozmów. Próba wyjaśnienia, skąd wypłynęły nagrania, które krążą w przestrzeni publicznej już drugi miesiąc, też spaliła na panewce.
Michał Tułacz przyjął zasadę: „nie broń się, atakuj”, albo – precyzyjniej rzecz ujmując – „nie odpowiadaj, pytaj”. Tylko czy taka metoda kogoś przekonała?
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.