Pierwszą część wywiadu znajdziesz TUTAJ.
Kiedy wróciliście do normalnych, 45 minutowych zajęć?
W listopadzie, z tym, że rozlokowałam dzieci po różnych lokalizacjach tymczasowych. Część w liceum, część w przedszkolu, w domu kultury i świetlicy remizy strażackiej OSP.
Sama pani kierowała się do nich, aby udostępnić placówki dla uczniów?
Tak, i nie spotkałam się z oporem. Ewentualnie próbowaliśmy szukać najlepszych miejsc, żeby im nie przeszkadzać i samemu się tam ulokować. Strażacy z OSP jak zawsze szeroko otworzyli podwoje i powiedzieli: bierzcie, co potrzebujecie!Przedszkole tak samo - udostępniło nam pomieszczenia jadalni, które można było przedzielić i stworzyć dwie klasy. Znaleźliśmy też dwie sale świetlicy środowiskowej w CKiRze i mieliśmy tam zajęcia.
Jak dzieci odbierały te zajęcia po powodzi? Jak się zachowywały po tym, co wydarzyło się we wrześniu?
Trudno powiedzieć, że zmiany w ich psychice były widoczne gołym okiem, bo to nie jest tak, że nagle wszyscy mają histerię albo wpadają w depresję. Natomiast rzeczywiście pewne zachowania były inne. Najpierw wszyscy byli trochę przytłumieni, wystraszeni. Tak się mówi, że po tragedii wszyscy sobie pomagamy, zastanawiamy się nad sensem życia.Potem zaczęły wychodzić te gorsze strony człowieka, czyli jakieś konflikty, nie tylko między dziećmi, również między nauczycielami. Emocje się kumulują, ludzie nie zawsze to dobrze znoszą.
Co robiliście w takich sytuacjach?
Przede wszystkim staramy się żyć normalnie, wrócić do pewnego rytmu. Ja też nie chciałam pozwalać na zbyt wiele wyjazdów na zielone i błękitne szkoły, bo to jest piękne, ale rozpręża. Powoduje, że nie ma już dyscypliny. Chciałabym, żebyśmy wrócili do takich zajęć, gdzie dyscyplina jest postrzegana dobrze, czyli jesteśmy w jakimś rytmie pracy, a nie, że robimy, co chcemy.Jak już wracamy do tego rytmu, to widać, że się lepiej pracuje. Mamy oczywiście zajęcia z psychologami, z terapeutami, którzy się do nas zgłaszają. Mamy swojego psychologa szkolnego, swoich pedagogów. Robimy, co możemy. Są i indywidualne, i warsztatowe zajęcia, również dla rodziców.
Był problem z powrotem do dyscypliny?
Zdarzało się. Dużo razy słyszałam od dzieciaków: kiedy wrócimy do szkoły? Na początku było fajnie „ojej, do liceum chodzimy, haha” prawda? Czyli jak studenci się poczuli. Bardzo rozżalone były pierwszaki, ponieważ dopiero co wyszły z przedszkola i musiały do niego wrócić. Dzieci były zmęczone tym tłokiem, bo jednak liceum jest małe.To jest szkoła, która nie jest przeznaczona dla 23 klas, a tu musiało się zmieścić aż tyle oddziałów. Później wróciliśmy do szkoły jeszcze w czasie trwania remontu, przy czym niebezpieczne części szkoły były pooddzielane specjalnymi grodziami. No i tutaj było trochę żalu i pretensji, że jest hałas i huk. Jedna z klas się tak zbuntowała, że aż petycję do mnie napisała! Pochwaliłam ich, że potrafią takie rzeczy robić.
Wszyscy jednak wiedzieli, że to jest czas remontu po katastrofie. Trudno, żeby dyrektor szkoły zapewnił im warunki hotelowe, prawda? Więc my wszyscy musimy jakoś to w sobie przepracować, znieść i zagryźć czasami zęby. No i już jest po pierwszym remoncie, więc na pewno nie będzie już tego kurzu i hałasu.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.