reklama
reklama

Powódź 2024. Katastrofa oczami Dyrektor SP1 Zespołu Szkół Publicznych w Lądku-Zdroju

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

reklama
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

WiadomościWrześniowa powódź, która w zeszłym roku uderzyła w powiat kłodzki, przyniosła ogromne straty. Jak ta tragedia wyglądała z perspektywy Lidii Achrem - Pani Dyrektor SP1 Zespołu Szkół Publicznych w Lądku-Zdroju?
reklama

Jak szkoła wyglądała tuż po powodzi?

Jak po wojnie, tak można powiedzieć. Zeszłoroczna powódź była dużo bardziej druzgocąca niż ta z 1997, ponieważ tamta nas tylko podlała. Teraz poszła fala uderzeniowa, która gruchnęła w całe miasto wzdłuż rzeki. Jeśli chodzi o samą szkołę podstawową, bardzo mocno ucierpiała m.in sala gimnastyczna i świetlica.

Dokąd sięgały zniszczenia spowodowane przez powódź?

Proszę sobie wyobrazić, że woda wybiła dwoje metalowych drzwi i podniosła podłogę na całej powierzchni o dwa metry. Woda z wirem wrzuciła nawet pnie drzew do szkoły, a potem wypłynęła, zostawiając po sobie praktycznie same gruzy.

Cały parter, czyli: kilka sal lekcyjnych, całe podziemie, szatnia, jedna salka katechetyczna, gabinet logopedy, gabinet pielęgniarki, szatnie sportowe dla młodzieży i mnóstwo innych pomieszczeń gospodarczych, w tym kotłownia - wszystko to zostało zalane do sufitu, a nawet półtora metra powyżej. Rzeka zostawiła po sobie ogrom błota i śmieci.

reklama

Wspomniana świetlica zewnętrzna, która stała nad potokiem Rudawka, czyli dopływem Białej Lądeckiej, została całkowicie zniszczona. Podobnie boisko i wszystkie ogrodzenia wokół szkoły. To wyglądało strasznie

Co w takiej sytuacji zrobiono z nauczycielami i uczniami?

Pierwszy tydzień po powodzi był szokiem po tragedii. Kto mógł, docierał do szkoły i razem z nami zaczął delikatne sprzątanie. Delikatne, ponieważ nie było wody i nie było w czym tego wszystkiego myć. Nie było również prądu, gazu ani łączności. Skrzykiwaliśmy się pocztą pantoflową. Przychodziliśmy i przez dwa dni sprzątaliśmy szkołę.

Każdy, kto mógł. I to byli i rodzice, i nauczyciele, i nawet niektórzy nasi uczniowie. Sprzątaliśmy przez dwa dni, a następnie przyjechało wojsko, które, razem ze strażą pożarną i grupami wolontariuszy, uprzątnęli wszystko bardzo szybko i sprawnie. Po tygodniu już podjęłam decyzję o powrocie do zajęć, żeby dzieci nie miały strat w edukacji i nie musiały się uczyć  w czasie ferii lub wakacji.

reklama

Gdzie prowadzone były zajęcia?

Od 24 września w liceum przy ul. Polnej 2, ponieważ jesteśmy Zespołem Szkół Publicznych, zaczęliśmy organizować zajęcia dla uczniów ze szkoły podstawowej i liceum w grupach wiekowych. 

Jak przebiegały?

Najpierw były to zajęcia edukacyjno-terapeutyczne i opiekuńcze. Natychmiast zaczęliśmy organizować zielone i błękitne, czyli nadmorskie szkoły. Początkowo dzieci ani młodzież nie chcieli jechać. Woleli zostać przy rodzicach, a młodzież chciała nawet im pomagać. Dopiero po kilku dniach, kiedy się zmęczyły rączki, jedna koleżanka z drugą powiedziały, że jadą, wtedy przyszła chęć wyjazdu.

Około dwustu dzieci wysłaliśmy pod koniec września na takie szkoły. Od października rozpoczęły się już normalne lekcje w liceum, tylko że pracowaliśmy dwuzmianowo. Pierwsza zmiana trwała od 8 do 12:30, a druga od 12.45do 17.15. Lekcje tylko 30-minutowe plus 15 minut tzw. nauki własnej. Lepsze to niż nic.

reklama

Było oczywiście pozwolenie kuratorium oświaty, organu prowadzącego. I to trwało przez październik, a pod koniec miesiąca rozpoczęła się kolejna fala wyjazdów. Tym razem wysyłaliśmy dzieci troszeczkę bliżej, ale też w celach terapeutycznych oraz edukacyjnych i sportowych. Takich, żeby dzieci miały wszystko to, czego im tutaj brakuje.

A brakuje na przykład dwóch sal gimnastycznych, bo liceum też straciło salę przez powódź. Nie mamy żadnej w tej chwili. W tym czasie kontynuowane były bardzo gruntowne przygotowania do remontów, skuwanie aż do żywych fundamentów. Dosłownie odkopaliśmy tę szkołę do "kości".

Pani mówiła teraz o cały czas podstawówce?

Tak, z liceum jedynie ucierpiała sala gimnastyczna, ale dużo mniej. Niemniej jednak pierwsze przygotowania w podstawówce do remontu były takie, że skuwamy to, co jest mokre, a potem badaliśmy higrometrem jak daleko sięga zawilgocenie.

reklama

Okazało się, że woda dotarła zarówno wyżej, jak i niżej niż zakładaliśmy. Trzeba było pruć ściany tak mniej więcej do wysokości lamperii, jeśli chodzi o górę, a w dół to po prostu do fundamentów. Dzięki temu szkoła będzie naprawdę wyremontowana.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo