– Zanim jednak zaczniemy, muszę wrócić do wczoraj. Do tego, dlaczego to nie ty pojechałeś na miejsce? – zaczął z pewnym wyrzutem. Informacja o tym, co ujawniono na szczycie Narożnika, wywołała w nim potrzebę pojawienia się na miejscu podwójnej zbrodni, która wielu z nas spędzała sen z powiek. Był rasowym policjantem kryminalnym, który do 1990 r. bezpośrednio brał udział i osobiście kierował działaniami podległych mu funkcjonariuszy z wydziału kryminalnego dawnego Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych, czyli obecnej Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu.
Czułem, że jest mu trochę głupio, więc tematu nie podejmowałem, a Witkowi Tymoczko, naczelnikowi wydziału dochodzeniowo-śledczego, było to obojętne. Dlatego spokojnie słuchałem dosyć krótkiego monologu, wiedząc, że pojechał tam, bo pociągnęło go „wilka do lasu”.
Nie wyczytasz z protokołu
Przy podejrzeniu zabójstwa na miejscu, wraz z grupą dyżurną składającą się z dyżurujących w komendzie policjantów z kryminalnego, dochodzeniówki i wydziału kryminalistyki, zawsze jedzie naczelnik kryminalnego.
Pierwszy ogląd miejsca zbrodni to nie formalność. To pamięć zapachu, ułożenia ciała, wyglądu i odgłosu terenu. Tego nie da się wyczytać z protokołu. Wiedziałem, że Henryk Tusiński, ówczesny zastępca komendanta wojewódzkiego policji w Wałbrzychu, też to wie – widziałem to w jego oczach. Kiedy jako zastępca komendanta pojawił się na miejscu i wszelkie wiążące decyzje należały do niego, nie zdecydowano, aby uczestnicy obozu oraz kadra pozostali na miejscu do czasu ich przesłuchania. Brak tak wyraźnie sformułowanej decyzji wywołał negatywne skutki, które odczuliśmy bardzo szybko.
Wytyczne z odprawy
Kiedy wszystko omówiliśmy, a grupa była gotowa do wyjazdu, poinformowałem go, że jesteśmy gotowi do odprawy.
– Musicie mieć świadomość, że sprawa tych zabójstw będzie wyjątkowo trudna, bo do tej pory jeszcze takiej nie mieliśmy. Jej charakter wymaga, abyście pracowali w terenie od świtu do nocy. Ponadto, co zapewne wielu z was się nie spodoba, musicie przynajmniej przez dwa tygodnie być na miejscu także w wolne soboty, a być może i niedziele. Musicie funkcjonować tam jak wydział, z wszelkimi tego konsekwencjami. Naczelnik musi jak najszybciej zorganizować odpowiednią bazę oraz wyżywienie. Wszelkie koszty oczywiście ponosi komenda, ale proszę, by nie było żadnych szaleństw. Może ulokujecie się w jakimś ośrodku PTTK – nakreślił wstępny plan Tusiński.
Śledztwo rusza na pełnej
Oficer przypomniał zebranym o pilnej konieczności uruchomienia wszystkich własnych źródeł informacji, drobiazgowo sprawdzając każdą z nich.
– Wiecie najlepiej, ile od tego zależy, i myślę, że dacie sobie z tym radę. Dzień dzisiejszy przeznaczony jest na działania organizacyjne, a także na zebranie i przeanalizowanie wszystkich informacji, jakie do tej pory udało się zebrać policjantom z Kudowy, Dusznik, Radkowa, Polanicy, Szczytnej, Nowej Rudy i Kłodzka. Od jutra musicie już podjąć samodzielne działania i chcę, aby naczelnik przynajmniej raz dziennie składał mi w tej sprawie sprawozdanie.
– Jasne, komendancie, nie będzie z tym problemu – odpowiedziałem.
Zabójstwo pod Narożnikiem - niewyjaśniona zbrodnia z 1997 roku
Zwłoki chłopaka były obnażone od pasa do wysokości kolan. Poniżej znajdowały się białe slipy oraz granatowe spodenki typu szorty z jasnymi lampasami po bokach. Ubrany był w niebieską koszulkę z krótkim rękawem – lewy rękaw zsunięty był do wysokości łokcia, a prawy podciągnięty aż do barku. Na stopach miał białe skarpety typu frotte, sięgające niemal do połowy łydek. Charakterystycznym i istotnym szczegółem było to, że spody skarpet nie były zabrudzone igliwiem.
Zwłoki dziewczyny znaleziono 12 metrów niżej, w naturalnym zagłębieniu terenu porośniętym grubą warstwą zeschniętego igliwia, trawą, mchem oraz krzewami jagód. Leżała niemal równolegle do przebiegającego wyżej niebieskiego szlaku, w pozycji na wznak, z głową skierowaną na północny zachód, w stronę Karłowa. Była częściowo obnażona – czarny podkoszulek podciągnięty był do wysokości pasa, natomiast przy kostkach znajdowały się zrolowane białe majtki oraz czarne legginsy.
Na stopach miała dwie pary skarpet: zewnętrzne, wełniane, koloru zielonego (khaki), oraz wewnętrzne w odcieniu popielato-zielono-szarym. Długie, ciemne włosy splecione były w jeden warkocz, ściągnięty elastyczną opaską. Podobnie jak w przypadku zwłok chłopaka, spody skarpet dziewczyny nie były zabrudzone, co jednoznacznie wskazywało, że obuwie zdjęto ofiarom już po śmierci.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.