Reklama

Szczeliniec. Z gór wołają o pomoc

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor: | Zdjęcie: foto: Schronisko na Szczelińcu

Szczeliniec. Z gór wołają o pomoc - Zdjęcie główne

Schronisko na Szczelińcu potrzebuje pomocy | foto foto: Schronisko na Szczelińcu

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Szczeliniec. Dzierżawca i pracownicy schroniska proszą o pomoc i wsparcie. Maciej Sokołowski w szczerej rozmowie z nami opowiada o tym, co decyzje rządu tak naprawdę oznaczają dla schroniska na Szczelińcu i co się stanie, gdy wsparcia zabraknie.

Szczeliniec. Uruchomiliście internetową zrzutkę na schronisko. Jak bardzo potrzebujecie wsparcia ludzi i jakiej kwoty, aby przetrzymać kolejne zamknięcie?

Tak naprawdę wszystko zaczęło się już wiosną, kiedy też byliśmy zamknięci. Uruchomiliśmy wówczas zbiórkę na ratowanie schroniska w Pasterce. To był nasz pierwszy taki rozpaczliwy krok, który zakończył się dużym wsparciem. Zebraliśmy ponad 90 tys. zł. To pozwoliło spokojnie przetrzymać ten trudny okres, bo sezon tak naprawdę zaczyna się od majówki, której w tym roku praktycznie nie było, bo nie mogły działać ośrodki. To była ta wiosenna zrzutka, która nam bardzo pomogła. Sezon letni był dobry, ale przyszła jesień. Zamknęliśmy się w okolicach 20 października. Wówczas wszyscy poszliśmy na kwarantannę. Wszystkie inne obiekty jeszcze działały, a my już musieliśmy się zamknąć. Jak się otworzyliśmy po kwarantannie, dzień później zostały znów zamknięte wszystkie obiekty. Trochę pieniędzy uzbieraliśmy latem, ale to sylwester jest takim najmocniejszym elementem zimy dla nas. Jak się okazało, że go nie będzie, nie będzie ferii i jak logika wskazuje nie będzie pewnie kolejnych trzech miesięcy, to pomyślałem, że znów trzeba uruchomić zbiórkę, bo za chwilę naprawdę będzie źle, bo żadnych wsparć na razie nie ma.

 

Nie ma - przecież rząd wszem i wobec ogłasza, że wsparcie daje?

Wszyscy o nim oczywiście mówią, ale tak naprawdę na wiosnę, po 6 tygodniach już było wiadomo jak można aplikować po pomoc. A teraz minęły miesiące i nie wiadomo nic. Mowa jest o tym, że wnioski mają być dopiero na przełomie stycznia, może będzie to luty i w ogóle dopiero jak się Unia Europejska zgodzi więc, nie chcę użyć stwierdzenia palcem po wodzie pisane, bo pewnie to się wydarzy, ale np. czynsze, leasingi musimy płacić non stop. Wiosną wszyscy podchodzili do różnych płatności ugodowo, a teraz wszyscy są w stanie przedzawałowym i każdy walczy o swoje. Dlatego skoro wiosna była pod znakiem pomocy Pasterce, to jesień postanowiliśmy zrobić pod znakiem Szczelińca. Tym bardziej, że Pasterkę zamknęliśmy teraz na cztery spusty. Nikt tam nie przychodzi. Pewne koszty stałe są nadal, ale są one mniejsze niż na Szczelińcu.

 

Dlaczego?

Ponieważ Schronisko na Szczelińcu ma bardzo specyficzną naturę techniczną. Ono musi trwać. Budynek barowy został wybudowany w 1845 r. jako budynek letni. Otwierano go w maju, a zamykano we wrześniu. Natomiast od lat 70- tych jest to schronisko całoroczne. Kilka lat temu zdarzyło się tak, że zepsuła nam się pompa, która też jest cudem techniki i woda, która idzie ze schroniska idzie taką rurą naziemną. Jak pompa nam się zepsuła, to przez dwie doby ta woda w tej rurze stała po czym ze względu na to, że była zima, to zamarzła. I jak raz ta woda pitna zamarzła, to odmarzła chyba w kwietniu. Więc cały czas schronisko musi być utrzymywane w stanie ciągłym, musi być ogrzewane itd. Mam znajomych w różnych schroniskach i nasze jest jednym z najbardziej zaawansowanych technologicznie schronisk, choć nie wygląda. Tu wszystko jest problemem – ścieki, prąd itd. Żeby je utrzymać nie możemy z góry zejść i schroniska zamknąć.

 

A pracownicy? Co się z nimi dziś dzieje?

W obu schroniskach teraz pracuje ok. 15 osób. Latem pracowników jest ok. 30-40. Teraz mamy trochę ograniczony skład, ale moi pracownicy wciąż pytają czy i kiedy będą mogli wrócić do pracy, bo chcą pracować. Wiosną szyliśmy maseczki, teraz trochę nie ma to sensu, bo rynek jest już nimi przesycony, więc pomalowaliśmy schronisko. Zrobiliśmy jakieś drobne remonty, bo ludzie chcą pracować i mogą to chociaż tak robić. Dla ludzi, którzy tu pracują, schronisko jest jak dom. Mają pokoje w tej bocznej wieży na szczycie i tam mieszkają. Zimą się zdarza, że człowieka nie zobaczą przez ładnych kilka dni, czy tygodni.

 

Rząd mówi: możecie sprzedawać na wynos. Jednak w Waszym przypadku, z racji Waszego położenia też nie jest to do końca możliwe?

Ktoś jak do nas przyjedzie, to może zapukać, dostać herbatę w kubeczku papierowym i sobie pójść. Z tym, że ile takich herbat możemy sprzedać? To takie mówienie, że możemy sprzedać na wynos. Tak owszem możemy, tylko że turyści w górach nie biorą się z okolicznych mieszkańców. Najczęściej to są ludzie, którzy przyjeżdżają tu na wypoczynek. Mamy jednak nie tylko ogromne wsparcie finansowe podczas tych zrzutek, ale też wsparcie psychiczne. Ludzie piszą do nas bardzo miłe słowa – że są z nami. To pokazuje nam, że jesteśmy ludziom potrzebni i za to dziękujemy.

Agnieszka Góralczyk

 

 

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy