Reklama

Wyrok jest, kary nie ma

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

Wyrok jest, kary nie ma - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Czy katolicki ksiądz kpi z wyroku w świeckim sądzie?

Prawomocnie skazany ksiądz Andrzej z Iglicznej ma przez 10 miesięcy pracować społecznie i zapłacić porażonemu paralizatorem turyście 10 tys. zł. Na razie to papierowy wyrok, bo duchowny ani nie pracuje, ani nie zapłacił nawiązki, choć od uprawomocnienia wyroku minęły już 3 miesiące. Ta sprawa wstrząsnęła opinią publiczną w całej Polsce. Proces śledziły nie tylko media lokalne, ale także ogólnokrajowe. W lutym tego roku Sąd Rejonowy w Kłodzku skazał Andrzeja A. na 10 miesięcy ograniczenia wolności (skazany ma przez 10 miesięcy pracować społecznie po 30 godzin miesięcznie). Oprócz tego musi zapłacić 10 tys. zł nawiązki pokrzywdzonemu, którego raził paralizatorem. 23 maja sąd w Świdnicy utrzymał wyrok w mocy. Prace zawieszone Kara 10 miesięcy ograniczenia wolności, orzeczona wobec skazanego, została skierowana do wykonania 3 lipca 2018 roku. - W sprawie Andrzeja A. nie zostało wyznaczone miejsce wykonywania przez skazanego nieodpłatnej pracy na cele społeczne albowiem kurator wystąpił z wnioskiem o zawieszenie postępowania wykonawczego - informuje Marcin Pernach z Sądu Okręgowego w Świdnicy. - Powodem wniosku jest stan zdrowia skazanego. Sąd dopuścił też dowód z opinii biegłego sądowego zakreślając termin 4 tygodni na sporządzenie opinii – dodaje. Kasy nie ma Sprawdziliśmy też jak wygląda wykonanie drugiego zalecenia sądu, czyli wypłaty nawiązki. - Nie dostałem ani złotówki – mówi pan Daniel, turysta z powiatu średzkiego, który został przez księdza porażony paralizatorem. - Słowa przepraszam też od duchownego nie usłyszałem, ani podczas procesu, ani po jego zakończeniu – dodaje. Grażyna Biernat, adwokat porażonego prądem turysty, która podczas procesu występowała jako oskarżyciel posiłkowy, rozmawiała w sprawie zapłaty nawiązki z obrońcą księdza, ale nic to nie dało. Komornik na plebani? - Teraz podejmiemy inne kroki. Po pierwsze zawiadomimy sąd o tym, że skazany ksiądz nie wykonuje wyroku, po drugie skierujemy sprawę do komornika – zaznacza Grażyna Biernat. - Nie będzie ona jednak prosta – dodaje. Chodzi o zabezpieczenie pieniędzy na nawiązkę. Zająć można te należące do księdza, który żyje z datków, a nie regularnej pensji. - On po prostu nie ma wstydu. Powinien jak najszybciej zapłacić i zamknąć sprawę, która mu chwały nie przynosi – ocenia jeden z naszych czytelników, który śledzi sprawę od początku. Prądem za pieska Incydent z paralizatorem wydarzył się 12 czerwca 2016 roku. To wtedy Andrzej A., rektor sanktuarium na Górze Iglicznej (gmina Bystrzyca Kł.), poraził 37-letniego mieszkańca powiatu średzkiego. Dlaczego? Bo turysta, razem z rodziną i znajomymi wszedł na terem przykościelny z małym pieskiem rasy york. Mężczyzna trzymał pieska na smyczy. Podeszła do niego kobieta pracująca w przykościelnym punkcie z pamiątkami i poinformowała, że wprowadzanie psów jest zabronione. Po jej słowach turysta wziął psa na ręce. Chwilę potem podszedł do niego ksiądz i bez ostrzeżenia dwukrotnie raził paralizatorem w okolice brzucha. Na miejscu interweniowały pogotowie ratunkowe i policja. Zaatakowany turysta trafił do polanickiego szpitala.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy