Reklama

Strażacy gaszą zabytkami

Opublikowano: czw, 21 lut 2013 09:56
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Tym mają nas ratować strażacy. Czy to już skansen?


Dramatyczne zaniedbania w gminie Bystrzyca Kłodzka: zamiast nowoczesnej straży – muzeum pożarnictwa

W gminie Bystrzyca Kłodzka na dziesięć jednostek Ochotniczych Straży Pożarnych tylko jedna jest przyzwoicie wyposażona. Sprzęt w pozostałych remizach przypomina najlepsze lata Polski Ludowej. Tymczasem burmistrz Renata Surma odmawia jakiegokolwiek komentarza w tej sprawie.

Jest straż, nie ma sprzętu

Zero – dokładnie tyle razy, przez cały 2012 rok, wyjechali do akcji strażacy z Nowego Waliszowa. I to mimo tego, że na terenie ich gminy było w tym czasie ponad 380 wyjazdów do pożarów, wypadków i innych zagrożeń. Nie ma się jednak czemu dziwić. Na wyposażeniu OSP w Nowym Waliszowie jest jedynie stary Żuk bez zbiornika z wodą. Jednostka nie ma też innego sprzętu niezbędnego przy działaniach, jakie w dzisiejszych czasach ma prowadzić straż pożarna. Nie ma motopompy szlamowej, agregatu prądotwórczego ani motopompy pływającej. Co więcej, ochotnicy z Nowego Waliszowa nie mają nawet radiostacji(!). Żeby kontaktować się ze stanowiskiem kierowania albo innymi zastępami uczestniczącymi w akcji, są skazani na prywatne telefony komórkowe.W tej sytuacji nie są osamotnieni. Podobnie kiepski standard mają także jednostki w Porębie, Zabłociu i Pławnicy.

Kolejne pięć OSP ma co prawda lepsze wyposażenie – jak na przykład ciężarówki ze zbiornikami z wodą - ale wciąż pozostawiające wiele do życzenia. Średni wiek wszystkich wozów strażackich w gminie Bystrzyca Kłodzka to około 26 lat. Jedyną jednostką posiadającą młode rocznikowo pojazdy i tak zwaną hydraulikę ratownictwa drogowego jest ta w Starym Waliszowie.

Syreny jak za dawnych lat

Przestarzały sprzęt do ratowania życia i gaszenia pożarów to wcale nie koniec problemów bystrzyckich ochotników. Następny kłopot wiąże się z ich alarmowaniem. Tylko dwie jednostki – w Starym Waliszowie i Wilkanowie – mają tak zwane selektywne syreny. Urządzenia te pozwalają dyżurnemu Państwowej Straży Pożarnej zdalnie włączyć syrenę znajdującą się na remizie OSP. W pozostałych ośmiu przypadkach dyżurny, aby zaalarmować ochotników, musi zadzwonić na prywatny telefon jednego z nich i polecić mu, aby ten udał się do remizy i włączył syrenę ręcznie. Jeżeli ochotnika nie będzie akurat we wsi albo nie odbierze telefonu, dyżurny musi dzwonić do następnego z listy i tak aż do skutku. Taki system to anachronizm z czasów, gdy filmy oglądało się na telewizorach marki Rubin. Tymczasem brak selektywnej syreny oznacza nie tylko dyskomfort dla dyżurnego, ale przede wszystkim dłuższy czas reakcji na wezwanie, a co za tym idzie późniejsze podjęcie działań ratujących życie i mienie.

- Posiadanie przez jednostkę OSP systemu selektywnego wywoływania ułatwia i skraca czas powiadomienia tej jednostki oraz dysponowania do akcji ratowniczo-gaśniczej – mówi Paweł Frątczak, rzecznik prasowy Komendanta Głównego PSP. Z czego wynika taki stan ochrony przeciwpożarowej w gminie Bystrzyca Kłodzka? Pytanie to dwukrotnie zadaliśmy burmistrz Renacie Surmie i dwukrotnie nie dostaliśmy na nie odpowiedzi. Z ogólnodostępnych danych wiadomo tyle, że najprawdopodobniej problem nie leży w budżecie.

Lepiej u sąsiada

Dla porównania gmina wiejska Kłodzko, dysponująca porównywalnym budżetem i mająca pod sobą taką samą liczbę OSP, reprezentuje dużo wyższy standard w tym zakresie. Średni wiek pojazdów to około 16 lat, wszystkie jednostki posiadają syreny selektywne i radiostacje, jest też więcej sprzętu do ratownictwa drogowego i medycznego, a w zbiorniki z wodą wyposażone są nawet lekkie pojazdy z Wojciechowic i Szalejowa Górnego.

Ochotnicy z gminy Bystrzyca Kłodzka zgodnie podkreślają, że zły stan rzeczy to nie kwestia zaniedbań jednego burmistrza, tylko wynik słabej polityki prowadzonej przez kolejne ekipy rządzące, począwszy jeszcze od lat 90. Szybkość, z jaką władze gminy reagują na zapotrzebowanie zgłaszane przez strażaków, może zwalić z nóg. Piłę spalinową do drewna o wartości około półtora tysiąca złotych ochotnicy z Nowego Waliszowa dostali po 15 latach starań. Okazją do jej zakupu były obchody 120-lecia jednostki. Pozytywnym akcentem ostatnich lat jest udział gminy w programie "Bezpieczny strażak" i związane z tym zakupy umundurowania oraz aparatów ochrony dróg oddechowych. To jednak przysłowiowa kropla w morzu potrzeb. Najważniejsze pytanie na teraz brzmi: czy będzie lepiej? Niestety również i tę kwestię burmistrz Surma pozostawia bez komentarza, co każe podejrzewać, że lepiej to może i będzie, ale nieprędko.

Przemysław Ziemacki


UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy