Reklama

Powiat Kłodzki. Po 24 latach przeszukano mu dom

Opublikowano:
Autor:

Powiat Kłodzki. Po 24 latach przeszukano mu dom - Zdjęcie główne

Sprawa zabójstwa Anny i Roberta wciąż nie jest wyjaśniona

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości

Powiat Kłodzki. W sierpniu minęły 24 lata od zabójstwa studentów w Górach Stołowych. Sprawa zbrodni sprzed lat wróciła - krakowskie Archiwum X zażądało od jednego z ówczesnych świadków wydania rzeczy pochodzących z przestępstwa, w tym m.in. rzeczy należących do zamordowanych studentów, ale także amunicji i broni, z której mieli zostać zastrzeleni, a nawet gumowców należących do zabójcy Ta zbrodnia do dziś nie została wyjaśniona, a mordercy nigdy nie odpowiedzieli za to, co zrobili. Choć śledztwo oficjalnie umorzono, akta sprawy wcale nie trafiły na archiwalne półki. Kilka lat temu znajdowały się one w Prokuraturze Okręgowej w Świdnicy. Później sprawę przejęło wrocławskie Archiwum X, a 1,5 roku temu krakowskie.

O tragedii jaka rozegrała się w Górach Stołowych pisaliśmy TUTAJ

Wzięli się za świadków

21 czerwca 2021 tego roku Piotr Krupiński, prokurator Prokuratury Regionalnej w Krakowie, postanowił zażądać od jednego z ówczesnych świadków, mieszkającego w Łężycach w powiecie kłodzkim wydania przedmiotów mogących stanowić materiał dowodowy w sprawie zabójstwa. W przypadku odmowy dom i całą posiadłość wraz ze skrytkami miano przeszukać. Lista przedmiotów do oddania była długa. Znalazły się na niej nie tylko osobiste rzeczy zamordowanych, ale też amunicja i broń, z której ich zastrzelono, a także gumiaki, w których chodził morderca. Gdy zadzwoniliśmy do krakowskiej prokuratury, by zapytać m.in. o to, dlaczego śledczy wzięli na cel ówczesnych świadków zabójstwa, prokurator Krupiński nawet nie podszedł do telefonu. Jego sekretarka odesłała nas do Prokuratury Krajowej, ale i tu w odpowiedzi na konkretne z naszej strony zapytania dział prasowy odpisał, że z uwagi na dobro postępowania, na obecnym etapie brak jest możliwości udzielenia odpowiedzi na pytania. Z oceną działań śledczych nie miał za to problemu Janusz Bartkiewicz, były naczelnik Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Wałbrzychu, który w 1997 roku zajmował się sprawą tego zabójstwa. - Biorąc pod uwagę to, że upłynęły 24 lata od zabójstwa i, że przez ten okres nie udało się znaleźć przedmiotów, które są na tej liście, czy tych, które zostały przez sprawcę, albo przez osobę w ogóle nie mającą związku z tym zabójstwem zabrane, to w mojej ocenie są to działania pozorowane. W tym sensie, że sprawa została skierowana do Archiwum X oddziału zamiejscowego w Krakowie i po prostu oni muszą wykazać się tym, że coś robią, bo minęło już półtora roku i sprawa w dalszym ciągu stoi w miejscu – ocenia Janusz Bartkiewicz, były naczelnik Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Wałbrzychu.

Już byli przesłuchiwani

Bartkiewicz przypomina, że świadkowie byli już wcześniej przesłuchiwani przez policjantów, którzy wówczas prowadzili śledztwo przez niego nadzorowane. Podkreśla też, że nikt nie podejrzewał świadków o dokonanie zabójstwa. - Przecież jeden ze świadków miał alibi na czas zabójstwa, co wynikało z zeznań innych świadków. Kosił wówczas łąkę w odległości ok. 1200 metrów, jeżeli dobrze pamiętam, od szczytu Narożnika. Trudno też znaleźć jakąś poszlakę wskazującą na to, że świadek choć sam nie popełnił zabójstwa miał jakieś związki z zabójcami, bo gdyby taka poszlaka istniała to my byśmy tych zabójców w 1997 roku znaleźli. To samo dotyczy drugiego świadka, kobiety. Trudno mi jest w ogóle znaleźć powody, dla których znalazła się ona w kręgu osób podejrzewanych, bo prowadzenie przeszukania u konkretnych osób świadczy o tym, że te osoby z jakiś powodów znalazły się w kręgu osób podejrzewanych, mogących mieć jakiś związek z zabójstwem – zaznacza oburzony Bartkiewicz.

Nie ma żalu

Świadek, do którego śledczy zapukali po 24 latach, nie ma do nich pretensji. - Oni wykonywali swoją pracę – ocenia mieszkaniec Łężyc. - Oczywiście na początku byłem zaskoczony ich wizytą, ale nie mam przecież nic do ukrycia, więc kazałem im robić swoje – dodaje. Wizyta funkcjonariuszy z krakowskiego archiwum X trwała ok. godziny. W tym czasie porozmawiali oni ze świadkiem i rozejrzeli się po jego domu. - Nie było żadnego szperania, wywracania rzeczy i zaglądania do zakamarków – zaznacza nasz rozmówca. - Pan Bartkiewicz jest oburzony tą wizytą, ja nie. Funkcjonariusze po prostu robili swoje - zaznacza. Dlaczego śledczy z archiwum X zjawili się właśnie u niego? Mieszkaniec powiatu kłodzkiego przypuszcza, że to z powodu tego, iż w 1997 roku był przez Bartkiewicza i jego ludzi przesłuchiwany kilka razy. Poza tym mieszka bardzo blisko miejsca zbrodni. - Ja wtedy miałem sianokosy. Kiedy zastrzelono tych studentów, kosiłem łąkę, byłem na traktorze i nie słyszałem strzałów. Dlatego przesłuchiwano mnie trzy, może nawet cztery razy – wspomina mieszkaniec Łężyc. Jego zdaniem realne szanse na rozwikłanie kryminalnej zagadki sprzed 24 lat są bardzo małe.

Agnieszka Góralczyk/Romuald Piela

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy