reklama

Nowa Ruda. Pan Sławek uratował dziecko

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: | Zdjęcie: Fot. Redakcja

Nowa Ruda. Pan Sławek uratował dziecko - Zdjęcie główne

5-letni chłopiec zakrztusił się cukierkiem | foto Fot. Redakcja

reklama
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

WiadomościDziecko nagle zaczęło się dławić. Na ratunek ruszył przypadkowy mężczyzna. Co się wydarzyło?
Reklama lokalna
reklama

Nowa Ruda. To były chwile grozy. Pani Marta z synem i swoim znajomym jechała na zakupy. Nagle dziecko zaczęło się dławić. Gdyby nie pomoc przypadkowego mieszkańca 5-letni chłopiec mógłby dzisiaj nie żyć, bo pogotowie nie widziało sensu by do wezwania jechać.

W poniedziałek, 8 marca mieszkanka Dzikowca wybrała się wraz z 5-letnim synem i znajomym na zakupy do Słupca. Jechali samochodem. Gdy byli już w Słupcu, w okolicach baru mlecznego na XXX-lecia pani Marta odwróciła się do tyłu, do syna, który wcześniej jadł mentosy. - Zauważyłam, że dziecko zaczyna przewracać oczami i dławić się. Nagle syn przestał oddychać. Znajmy gwałtownie zahamował i zatrzymał się w pobliżu tego baru. Ja wyleciałam z auta, bo ani ja ani znajomy nie znaliśmy podstaw pierwszej pomocy i zaczęłam krzyczeć "ratunku, ratunku". Koło baru byli praktycznie sami starsi ludzie, ale był też młody mężczyzna, który do nas podbiegł – opowiada pani Marta, mieszkanka Dzikowca. - Wsiadł do samochodu i zaczął syna reanimować. Cukierek wyleciał i pan Sławomir pokazał, że ma go na ręce. Uratował mojemu dziecku życie - mówi mama dziecka.

reklama

 

 

Pogotowie ze Szczecina

Gdyby nie pan Sławomir dziecko najprawdopodobniej by zmarło. Zwłaszcza, że był problem z przyjazdem ekipy pogotowia ratunkowego. Gdy próbowano je wezwać dzwoniąc na numer 112 okazało się, że dodzwoniono się aż do dyspozytorni w Szczecinie. - Pani dyspozytorka powiedziała, że pogotowie przyjedzie do nas z Ząbkowic Śl., ale to potrwa. I skoro dziecko wypluło cukierka, to po co w ogóle ma jechać. No jak po co? A jakby nie wszystko było w porządku, jakby doszło do jakiegoś niedotlenienia? - pyta zbulwersowana mieszkanka. Pracownicy pogotowia odpierają zarzuty. - Numer alarmowy 112 łączy z dyspozytornią pogotowia, która obsługuje dany rejon. W naszym przypadku jest to Wrocław. Dyspozytor ma określony czas na odebranie połączenia. Jeżeli prowadzi w danej chwili inną rozmowę, połączenie widnieje jako oczekujące. Jeżeli trwa to za długo, system łączy z kolejną dyspozytornią w Polsce. Najczęściej w drugiej kolejności po Wrocławiu są Katowice. Jeżeli sytuacja się powtarza, system łączy z kolejną i mógł rzeczywiście połączyć ze Szczecinem. Po odebraniu połączenia dyspozytor wysyła pierwszą wolną karetkę, która jest najbliżej i którą widzi w systemie. W tym przypadku widocznie były to Ząbkowice Śl., które dzisiaj obsługują rejon tak naprawdę całego Dolnego Śląska m. in. powiat dzierżoniowski, świdnicki, strzeliński. Jechaliśmy nawet do wypadku na autostradzie A4 - ujawnia Beata Gil, dyrektor pogotowia ratunkowego w Ząbkowicach Śl. Ostatecznie matka zabrała syna do szpitala w Nowej Rudzie, aby upewnić się, że wszystko jest z dzieckiem w porządku. Natomiast ratownicy z ząbkowickiego pogotowia przez cały czas udzielali matce porad przez telefon.

reklama

 

 

 

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama