Reklama

Kowalcze: Kłodzko dłużej w Polsce!

Opublikowano: ndz, 23 cze 2013 13:25
Autor:

Kowalcze: Kłodzko dłużej w Polsce! - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości O manipulacji i kłamstwie napisał Mieczysław Kowalcze.


Gdyby nie to, że o ostatnim, trzecim odcinku serialu „Nasze matki, nasi ojcowie” pojawia się przez chwilę wzmianka o Kłodzku, nie podjąłbym tematu w tym miejscu. Nie takie zobowiązanie wobec Administratora. Ale mignęła nam przez chwilę nazwa naszego miasta w najsłynniejszym ostatnio serialu, więc kilka słów się należy. Najpierw o tym, że sposób wyświetlania to ewenement. Trzy kolejne wieczory. A przecież to nie serial typu: „W jak wojna”. Najpoważniejsze jednak są nieprawdy i uproszczenia. To zapewne od razu zauważalne dla tych, którzy film obejrzeli. A niezliczone komentarze wyliczają je całymi tabunami. Warto na dwie tendencje popatrzeć. Na zwyczajne, ale bezceremonialne zawłaszczanie naszej świadomości i wyobraźni oraz na (niezłe) manipulacje. Wybór narratora to przypadek? Na pewno nie. To jedyny, nieskalany złem hitleryzmu młody człowiek z piątki głównych bohaterów. Oficer Wehrmachtu. To on może być sumieniem. No właśnie, czyim sumieniem? Bo przecież obraz jest prościuteńki. W niemieckim państwie hitlerowskim mamy do czynienia ze zwykłymi ludźmi, którzy mają czas i odwagę (w 1941 roku, w Berlinie), przyjaźnić się z żydem. System totalitarny i rasistowski, owszem, gdzieś tam obok funkcjonuje, za chwilę nawet przyniesie kolejny narodowy sukces, czyli zwycięstwo nad Sowietami, ale tak głębiej to nas nie dotyczy. Niezła teza! A później jeszcze kilka tego typu niedobrych uproszczeń. Wiktor (niemiecki Żyd), jeden z piątki, trafia do transportu do Auschwitz przede wszystkim dlatego, że jego dziewczyną zainteresował się wysoki oficer SS! Więc oczekiwanie na kolejne uproszczenie, czyli na to, że Wehrmacht to tak naprawdę obrońca podbijanych przez siebie narodów, to czysta serialowa formalność. Doczekujemy się. Ba, żołnierze niemieccy są głęboko poruszeni tym, że SS i ich ukraińscy pomocnicy mordują miejscowych. Wystarczy streszczania, bo tylko powtarza to, czego można z góry się spodziewać. Historia, nawet zmanipulowana, musi być jednak sprawiedliwa. Wojny nie przeżywa dwoje z piątki. Dlaczego? Odpowiedź banalna. Najbardziej się zmienili, najwięcej wyrządzili krzywd. Nie zdołali ich naprawić. Naszymi bezpośrednimi przodkami, mówią do nas twórcy filmu, zostali ci, którzy choćby trochę godności przez wojnę przenieśli. Naprawili występki. Dobry punkt dojścia i cel filmu. Tylko, czy ja muszę go przyjąć? Na tej samej linii uczuć, która jest w serialu snuta, to opowiadanymi historiami po prostu się wzruszamy. Taka rola serialu. Po prostu. Jednak nie zgadzam się, żeby emocje szybko, ale nachalnie przeskakiwały na stronę propagandową filmu. Zaburzały naszą pamięć, nasze rozumienie tego bardzo trudnego czasu. Znawcy polskiej historii, komentatorzy itp. powiedzieli wiele, napisali, poburzyli się lub nie na to, jak serial przedstawia nasze matki i naszych ojców. Jedno nie ulega wątpliwości. Nie byli sympatyczni, mili, wykształceni. Nie marzyli, po zwycięskiej wojnie przeciwko jakiemuś tam pogardzanemu narodowi, o zapisaniu się na semestr studiów u cenionego, także w tej podbitej Europie, filozofa. O nie! Wiem to dobrze. Nie mogę się zgodzić na jeszcze jedno. Córki, synowie i wnuki tamtych matek i ojców mówią dziś do mnie – prof. Shoeps (konsultant filmu) – dlaczego się boicie rozmowy o problemie? A jaki to problem, panie Profesorze? Jak go Pan nazywa? Czyżby nasz antysemityzm albo współwina za krwawe i inne skutki wojny? Usłyszeliśmy też od wysokiego przedstawiciela państwa niemieckiego: zrobimy i wyświetlimy niebawem, w naszej telewizji publicznej, film o dzielnych żołnierzach AK. Dziękujemy. Swoja drogą (wyjaśnienie tytułu) Kłodzko już w lutym 1945 było w Polsce. Na szczęście nasze matki i ojcowie nie strzelali od razu, według scenarzystów, jak w okolicach Gliwic, do uciekinierów z transportu do obozu zagłady. Niemieckiego obozu zagłady. Jeszcze jedno. Naturalnie, jak w każdym poprawnie i po europejsku zrobionym serialu ani słowa o sprawach wiary, udziale Kościoła po każdej ze stron. Nic.

Młodzi ludzie, z którymi porozmawiałem, nie przejęli się zanadto moimi zarzutami. Obejrzeli „Nasze matki…” jako serial. Jeszcze jeden. Taki, który rządzi się fikcją, wyborem, budżetem producentów. Bez żadnej ideologii. Czyżby?

Mieczysław Kowalcze*

*O autorze

Polonista, historyk, dziennikarz, pedagog w pracy i życiu. Od wielu lat związany z Zespołem Szkół Społecznych oraz Kłodzkim Towarzystwem Oświatowym. Autor i współtwórca wydawnictw i publikacji. Działacz Klubu Otwartej Kultury. Niemożliwe jest go nie znać, taki z niego społecznik. Lubiany i szanowany przez wszystkich. Ale skromny, więc na tyle o nim wystarczy.

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy