Reklama

Kowalcze: Czas na „Legion”

Opublikowano: pon, 22 lip 2013 07:38
Autor:

Kowalcze: Czas na „Legion” - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Przeczytaj najnowszy felieton Mieczysława Kowalcze.

 - Chyba ciągle brak twórczej odwagi na obszerniejsze literackie obrazy z Kościołem jako głównym lub ważnym bohaterem. Kościołem polskim, który w czasie wojny stał i był po stronie ofiar, tych prawdziwych, nie tych, które przyjęły, jak w paru miejscach okupowanej Europy, twarz Piłata - napisał Mieczysław Kowalcze w swoim najnowszym felietonie

Uparcie poszukiwałem w rozmowach i w różnych materiałach odpowiedzi na pytanie: co moglibyśmy przygotować jako filmową, popkulturową odpowiedź na niemiecki serial „Nasze matki, nasi ojcowie”? I co jednocześnie spełniałoby dwa warunki narzucone z góry przez ZDF, tzn. zostałoby przyjęte przez nas-polskich widzów oraz udałoby się sprzedać taką produkcję telewizji publicznej nad Łabą i Renem. Naturalnie, uzyskując pieniądze ze sprzedaży z obowiązkowego niemieckiego, obywatelskiego abonamentu. Najpierw było to podążanie za pomysłami kilku prawicowych gazet, które przygotowały specjalne wkładki o Polkach i Polakach, a których biografie układają się jak przejrzysty i prosty schemat scenariusza filmu/serialu na temat naszych przodków. Bo jest w ich dziejach poświęcenie, tragizm, fantazja oraz własne, przejrzyste rozumienie patriotyzmu oraz obowiązków wobec Polski. Na te poszukiwania nałożyło się, pewnie nieprzypadkowo, pojawienie się książki Elżbiety Cherezińskiej pt. „Legion”. I to jest to. W moim przekonaniu ta obszerna powieść daje świetną możliwość nakręcenia porządnego filmu. Dla nas najpierw, dla innych też. Pod każdym względem. Filmowym przede wszystkim, na drugim miejscu ważności przekazu, ba, nawet spokojnego wyjaśnienia konkretnej, trudnej dzisiaj do zaakceptowania ideologii. Bo to byłby (mógłby być) film mocno ideologiczny. Narodowy, ale bez łatki faszystowski. Krótko o treści „Legionu”. Książka w fabularyzowanej formie odtwarza dzieje kilku wybranych osób z kręgu myśli i działań sił narodowych w czasie II wojny światowej. Formujących stopniowo i skutecznie wojskowe struktury NSZ. Jednak sama ideologia jest tylko tłem, znaczącym, owszem, ale tylko nim. Istotniejsze są zwykłe ludzkie wybory, głęboka potrzeba podporządkowania swoich, indywidualnych dziejów Historii i jej wymaganiom. To zawsze niełatwe, więc powieść ma swoją dynamikę, ważny przekaz. A jako że bohaterowie „Legionu” to ludzie z krwi, kości, emocji, pragnień i pożądań, więc czytelniczych napięć w ocenach postaw i wyborów nie brakuje. I to niewątpliwie mocna strona dzieła. Co ważne, nie piedestał jest przeznaczeniem przedstawianych postaci-członków oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych tylko mądra, konsekwentna i przy okazji bardzo ludzka droga do wolnej, od dwóch okupantów, Polski. Tak naprawdę po analizie losów bohaterów dochodzimy do wniosku, że to był najsensowniejszy wybór. Żadne zaufanie Sowietom-wyzwolicielom-ciemiężycielom, czy współpraca z hitlerowskimi Niemcami nie mogły dać wolności i niezależności. Później okaże się jeszcze, że i ufność zachodnim aliantom nie dała gwarancji wolności. To już jednak kolejna opowieść. Ideologicznie nastawione media i z prawa, i z lewa albo książki nie zauważą, albo wskażą jej słabości, jej popkulturowość. Idę o zakład. Czy to może zatrzymać marzenie o filmowej realizacji książki Elżbiety Cherezińskiej? Wiem dobrze, że może.

Zresztą przed nami ważne filmy, które mogą „Legion” jakoś w nas widzach przygotować. Będzie „Smoleńsk”. To w nieodległej przyszłości. A wcześniej jak będzie znaczył „Wałęsa” wyświetlany w dniach zapowiadanych wrześniowych strajków? Jest więc szansa na filmowy „Legion”? Pokazywany w Polsce (i w Niemczech) w 2015 roku, czyli w siedemdziesiąt lat po wojnie. I w 70 lat po przepięknym przejściu dwóch frontów przez Brygadę Świętokrzyską, żeby włączyć swój stan osobowy do II Korpusu generała Władysława Andersa. Byłoby pięknie! I tylko Kościoła brak, także w tej powieści. W szerszej perspektywie. W tej prostszej, indywidualnej, owszem pojawia się wiara, ale tylko tyle. Chyba ciągle brak twórczej odwagi na obszerniejsze literackie obrazy z Kościołem jako głównym lub ważnym bohaterem. Kościołem polskim, który w czasie wojny stał i był po stronie ofiar, tych prawdziwych, nie tych, które przyjęły, jak w paru miejscach okupowanej Europy, twarz Piłata. I jeszcze chciałoby się za dzisiejszą Ewangelią, mocno parafrazując naturalnie, powiedzieć: czytaj, myśl, bo tak niewiele trzeba. A tak wieloma nieważnymi wrzutkami i sporami (medialnymi) się zajmujemy. A może potrzeba nieco aktywności i nieobojętności, żeby „Legion” stał się filmem?

PS Oberwało mi się (słownie) w bezpośredniej rozmowie z sąsiadem. Wyłożył mi krótko swój pogląd na związek między tym, o czym się pisze (cytowałem przed tygodniem Franciszka i jego wpis na Twitterze) i jak się to następnie w praktyce stosuje. Poszło o obojętność. Na naszej ulicy pewien czas temu doszło do wielu eksmisji. Jak powiedział: pół ulicy wyrzucili na bruk. Pewnie wszystko było uzasadnione, uprawnione z punktu widzenia przepisów. Zrobiliśmy coś konkretnego, żeby pomóc eksmitowanym?

Mieczysław Kowalcze*

*O autorze

Polonista, historyk, dziennikarz, pedagog w pracy i życiu. Od wielu lat związany z Zespołem Szkół Społecznych oraz Kłodzkim Towarzystwem Oświatowym. Autor i współtwórca wydawnictw i publikacji. Działacz Klubu Otwartej Kultury. Niemożliwe jest go nie znać, taki z niego społecznik. Lubiany i szanowany przez wszystkich. Ale skromny, więc na tyle o nim wystarczy.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy