Reklama

Kowalcze: Benedykt XVI, Indianin i Bert Hellinger

Opublikowano: ndz, 24 lut 2013 12:29
Autor:

Kowalcze: Benedykt XVI, Indianin i Bert Hellinger - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Przeczytaj najnowszy felieton Mieczysława Kowalcze.

  

- Przesiąknięci jesteśmy (my, dorośli) ideologią i kultem – przesiąknięci zapewne w negatywnym sensie - napisał Mieczysław Kowalcze w swoim najnowszym felietonie.

Ostatni tekst z cyklu a znajomy powiedział, zaczepił, zapytał… Tym razem czeski znajomy z pytaniem-zadaniem do wytłumaczenia (się): co jest właściwie ważniejsze, pierwsze, w twoim wyborze wierzącego: wiara czy terapia wiarą? Odpaliłem prosto: w moim doświadczeniu najpierw była wiara, choćby dlatego, że zanim w ogóle dowiedziałem się, co znaczy słowo terapia, to pojawiła się wiara. Proste. Jednak tylko do pewnego momentu. Bo i w dalszej rozmowie, i później sporo pytań, wątpliwości. Zresztą stale są. Nawet teraz, u półwiekowego mężczyzny. Często inspirowanego, dodatkowo nakręconego, przez wpisy komentarzy PT Czytelniczek/Czytelników pod tekstami na portalu. Ale weźmy, w kontekście czeskiego pytania, trzy informacje z ostatniego tygodnia. Pierwsza. Na zakończenie swojego pontyfikatu Benedykt XVI tu i tam powtórzył własne rozumienie wiary, które tak odczytuję: trzeba zaufać emocji, uczuciu, zakochaniu się w Jezusie, a nie zanadto podążać za rozumem i sprawdzaniem szkiełkiem i okiem każdego jej objawu. Spróbować nie ulec terrorowi racjonalizmu i racjonalistów, tak licznych i silnych w swoim zaufaniu/zadufaniu, że najpierw rozum, później ewentualnie wiara. Na ile jeszcze dla nas jest możliwy taki prosty kierunek wierzenia? Szczególnie, jak wyczytuję w jednym z komentarzy: przesiąknięci jesteśmy (my, dorośli) ideologią i kultem – przesiąknięci zapewne w negatywnym sensie. Benedyktowy emocjonalny entuzjazm i zaufanie wierze są nam bardzo potrzebne. W wielu sytuacjach, ale i z rozwagą. Dużo mniej niż medialne, też bardzo emocjonalne (ale zupełnie inaczej) boksowanie się z informacją o słowach księdza profesora Franciszka de Berier. Bo tu i teraz, przyznaję rację Petrovi, pojawia się potrzeba terapii w takim mętliku. Bo z jednej strony wiara dostała mocno po głowie od księdza profesora i oczywiście od mediów, a my sami nie wiemy, co myśleć, jak reagować.

Druga sprawa. I tu czas na Indianina. Most świętego Jana w Kłodzku. I za każdym razem pytanie o triumfalizm. Mam na myśli Indianina, który trzyma tarczę herbową Kłodzka i, może to nadinterpretacja, służy za podnóżek figury świętego Franciszka Ksawerego. Czy to pomysł artystyczny, licentia poetica? Czy objaw dawniejszego, nieistniejącego już sposobu kontaktu chrześcijan ze światem niewierzących, czy może wciąż obecny obraz dominacji, pychy? Tu też czas na terapię. Bo wiara za malutka. Terapię, która weźmie pod uwagę zarówno takie „indiańskie” wątpliwości, jak i teraźniejsze trendy, czyli umieszczenie człowieka wierzącego w sytuacji podnóżka, trzymacza tarczy. Z jakim herbem? Dobra, zgadamy się, są powody, więc teraz rozstrzygnięcie, za jaki rodzaj terapii się zabrać, komu zaufać?

Spróbujmy zastanowić się nad propozycją z ostatniego tygodnia. Chodzi o metodę hellingerowską. Krótko o niej. Wymyślona i praktykowana przez Berta Hellingera, osobę, jak go opisują, pełną charyzmy, patriarchalną, byłego księdza. Sam nazwał swój sposób pracy metodą ustawień. W uproszczeniu polega ona na tym, że uczestnicy terapii wchodzą w rolę ludzi z otoczenia klienta, są ustawiani, po to, żeby z pomocą terapeuty wprowadzić harmonię pomiędzy osobami w jego kontaktach. Nazwał je, po przepracowaniu, porządkami miłości. I trzeba się z nim zgodzić, nie tylko w kontekście polsko-czeskiej rozmowy o wierze i terapii, że harmonia osiągana w tej terapii nie dotyczy reguł zewnętrznych, ale porządku i poukładania wnętrza. Naturalnie z założeniem, że je mamy. I brzmi to zapewne nieco staroświecko i ideologicznie, ale warto sprawdzać i praktykować je w życiu. W odniesieniu do przekazów, z jakimi mamy do czynienia, z sugestiami z dawnych rzeźb w mieście albo, kiedy stajemy przed odpowiedzią na pytanie, czy moją wiarę mogę wesprzeć, nie zastąpić, terapią?

*O autorze

Polonista, historyk, dziennikarz, pedagog w pracy i życiu. Od wielu lat związany z Zespołem Szkół Społecznych oraz Kłodzkim Towarzystwem Oświatowym. Autor i współtwórca wydawnictw i publikacji. Działacz Klubu Otwartej Kultury. Niemożliwe jest go nie znać, taki z niego społecznik. Lubiany i szanowany przez wszystkich. Ale skromny, więc na tyle o nim wystarczy.



UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy