Reklama

Kler poza prawem

Opublikowano: pt, 19 paź 2018 00:00
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Katolicki ksiądz kpi z wyroku świeckiego sądu. Mówi, że jest biedny jak mysz kościelna.

Prawomocnie skazany ksiądz Andrzej z Iglicznej ma przez 10 miesięcy pracować społecznie i zapłacić porażonemu paralizatorem turyście 10 tys. zł. Duchowny nie pracuje, a jeśli chodzi o zapłatę nawiązki, to we wrześniu i październiku przelał pokrzywdzonemu 200 zł. Jest chory i biedny jak przysłowiowa mysz kościelna – tak przynajmniej można sądzić, czytając pismo, jakie ksiądz Andrzej przesłał do kancelarii adwokackiej reprezentującej porażonego paralizatorem turystę. - Po wielu monitach ksiądz przelał mi dwa razy po 100 zł. W takim tempie zasądzone 10 tys. zł spłaci po 7-8 latach – mówi pan Daniel, turysta z powiatu średzkiego, którego ksiądz Andrzej poraził paralizatorem. - Zwykły człowiek, prawomocnie skazany, nie miałby żadnej taryfy ulgowej – ocenia. Prace zawieszone Kara 10 miesięcy ograniczenia wolności, orzeczona wobec skazanego księdza Andrzeja, została skierowana do wykonania 3 lipca 2018 roku i... - W sprawie skazanego Andrzeja A. toczyło się postępowanie wykonawcze na wniosek kuratora sądowego o zawieszenie wykonywania prac społecznych z uwagi na stan zdrowia skazanego. W sprawie opinię złożył biegły sądowy z zakresu medycy sądowej. 9 października postępowanie wykonawcze zostało zawieszone. Postanowienie nie jest prawomocne – informuje Marzena Rusin-Gielniewska, rzecznik Pprasowy Sądu Okręgowego w Świdnicy. Głośna sprawa Przypomnijmy. Ta sprawa wstrząsnęła opinią publiczną w całej Polsce. Proces śledziły nie tylko media lokalne, ale także ogólnokrajowe. W lutym tego roku Sąd Rejonowy w Kłodzku skazał Andrzeja A. na 10 miesięcy ograniczenia wolności (skazany ma przez 10 miesięcy pracować społecznie po 30 godzin miesięcznie). Oprócz tego musi zapłacić 10 tys. zł nawiązki pokrzywdzonemu, którego raził paralizatorem. 23 maja sąd w Świdnicy utrzymał wyrok w mocy. Incydent z paralizatorem wydarzył się 12 czerwca 2016 r. To wtedy ks. Andrzej, rektor sanktuarium na Górze Iglicznej (gmina Bystrzyca Kł.), poraził 37-letniego mieszkańca powiatu średzkiego. Dlaczego? Bo turysta, razem z rodziną i znajomymi wszedł na terem przykościelny z małym pieskiem rasy york. Mężczyzna trzymał pieska na smyczy. Podeszła do niego kobieta pracująca w przykościelnym punkcie z pamiątkami i poinformowała, że wprowadzanie psów jest zabronione. Po jej słowach turysta wziął psa na ręce. Chwilę potem podszedł do niego ksiądz i bez ostrzeżenia dwukrotnie raził paralizatorem w okolice brzucha. Na miejscu interweniowały pogotowie ratunkowe i policja. Zaatakowany turysta trafił do polanickiego szpitala. Kuria milczy jak grób Mejla z pytaniami w sprawie księdza Andrzeja wysłaliśmy trzykrotnie (24 i 29 maja oraz 14 czerwca) do Daniela Marcinkiewicza, rzecznika prasowego świdnickiej kurii. Odpowiedzi na pytanie, czy duchowny poniesie jakiś konsekwencje kościelne, nie dostaliśmy. A jest ono zasadne, bo np. nauczyciel z wyrokiem straciłby pracę, podobnie urzędnik państwowy i samorządowy. Rodzi się też drugie pytanie. Skoro ks. Andrzej jest biedny jak mysz kościelna, to czy kuria nie powinna zapłacić porażonemu turyście zasądzonych 10 tys. zł? Kuria biskupia biedna przecież nie jest.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy