„Gdyby nie ci dobrzy ludzie, to my byśmy tu wszyscy poumierali” – mówi jeden z mieszkańców. „Państwo? Może za rok się obudzi.”
Ratunek przyszedł spoza miasta
Zanim władze się zorganizowały i mogły przystąpić do działania, w Lądku już pojawili się wolontariusze. Przywozili wodę, jedzenie, środki czystości. Przyjeżdżali własnymi samochodami, często z odległych zakątków Polski.
„To byli zwykli ludzie, którzy zobaczyli w telewizji, co się stało, i nie mogli tego tak zostawić” – opowiada jeden z poszkodowanych.
Nie tylko oni. Organizacje charytatywne i grupy pomocowe wzięły sprawy w swoje ręce. Wsparcie przyszło też od wojska, które pojawiło się tam, gdzie infrastruktura po prostu przestała istnieć.
„Oni sprzątali, zasypywali dziury, pomagali ludziom wyciągać resztki dobytku z błota” – mówi kolejny mieszkaniec.
Najwięcej dali ci, którzy sami mają niewiele
W tej tragedii wydarzyło się coś niezwykłego – pomoc przyszła nie tylko od bogatych darczyńców czy dużych organizacji. To lokalni przedsiębiorcy, którzy sami mieli trudności, postanowili działać.
„Facet z piekarni codziennie rozdawał bułki. Ludzie podrzucali sobie nawzajem jedzenie. Kto miał czym, ten się dzielił” – opowiada jeden z rozmówców.
Kto naprawdę pomógł?
Wielu mieszkańców podkreśla, że największym wsparciem była Republika. „Bez nich szkoła by nie funkcjonowała” – mówi jeden z rozmówców. To oni zajęli się tym, co było potrzebne tu i teraz - bez zwłoki, bez papierologii, bez obietnic bez pokrycia.
Państwo? „Tylko gadali” – mówią mieszkańcy.
Dziś Lądek powoli staje na nogi, ale nie dzięki systemowi. To zwykli ludzie – niekoniecznie z tej miejscowości, niekoniecznie bogaci – podali rękę, gdy było najgorzej.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.