Reklama

Ach, co to był za ślub!

Opublikowano: ndz, 9 cze 2013 14:31
Autor:

Ach, co to był za ślub! - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Przeczytaj najnowszy felieton Mieczysława Kowalcze.

 

Szczerze przyznaję, że nie spodziewałem się aż takiej reakcji na tekst-rebus o aukcji w Trójce i zbiórce dla Piszkowic. Mamy empatię. Zdecydowanie. I nie ma co ukrywać znakomity efekt. W postaci finansowego wsparcia dla ZLO. Brawo Heniu! Czas jednak wrócić do zasadniczego nurtu tych tekstów. Do spraw bliższych przekonaniom religijnym niż społecznym. Trzeba przyznać, że po kilku tygodniach felietonów-marzeń o współpracy osób o różnych poglądach, takich tematów na trochę wystarczy. Dzisiaj w tym miejscu kilka myśli wokół sakramentu małżeństwa. Coraz rzadszego, coraz mniej szanowanego. Tym bardziej, że do dzisiejszych paru zdań znalazł się dobry punkt startu. Ślub kościelny, międzynarodowy, bardzo uroczysty, i bardzo związany z sakramentem. Nie przykryty komercją.

Najpierw króciutka opowieść o narzeczonych, dzisiaj już małżonkach. Taka historia jak z dobrej romantycznej (chrześcijańskiej) fabuły. Za dużo nie zdradzę, a jedynie tyle, że Państwo Młodzi poznali się w Medjugorie i… Wystarczy. Zapewne tu i tam usłyszycie szczegóły. Warto. Sama uroczystość ślubna wspaniała, rzeczywiście sakramentalna. Z podkreśleniem każdego elementu, łącznie z tym, żeby celebrować wczorajsze maryjne święto. Nowożeńcy i goście zapewne mi wybaczą, że do tego tekstu wykorzystam jedynie nieduży fragment pięknej całości. Dokładniej wyimek z kazania. I żeby nie było na naszych proboszczów, czy wikarych, to z kazania włoskiego księdza, który udzielał sakramentu. A fragment niewątpliwie zachwycił wszystkich, którym ciężko przychodzi akceptowanie oficjalnej, obowiązującej obecnie poprawności w rozumieniu małżeństwa, czy związków. W ogóle każdej poprawności. Mnie bez wątpienia zachwycił.

W istocie fragment prosto wykładający chrześcijańskie podejście do siódmego sakramentu. Ksiądz przypomniał dwa wyjściowe założenia. Pierwsze: z definicji Bóg jest miłością. Drugie: człowiek (w obu płciach) został stworzony na podobieństwo boskie. Co z połączenia obu tez wynika? Naturalna jest miłość między ludźmi. Różnopłciowymi. Tylko ona zbliża nas do tak pojmowanego Boga, tylko ona może uzyskać namaszczenie sakramentalne i akceptację społeczną. To jeszcze nie wszystko z tej homilii. Kapłan zapytał nas o obecne doświadczenie w tej sferze, jak to jest z wizerunkiem małżeństwa? Dlaczego jest on tak zakłamywany i powierzchowny? Kto je przedstawia jako coś okropnego, nienowoczesnego, a także jako coś, co można dowolnie poszerzać? Nawet z powodu poprawności nie jako sakrament, lecz wyłącznie jako społeczny pomysł na uporządkowanie życia prezentowali małżeństwo lordowie Kościoła anglikańskiego w parlamencie brytyjskim.

Poprawnością się wykazali, to prawda, a prawne, państwowe pojęcie małżeństwa zostało poszerzone. Och, ten postęp! Po takim wprowadzeniu ksiądz odpowiedział wprost kto najbardziej jest przeciwny małżeństwu. Przeczytajcie głośno, to, co usłyszałem. Otóż winny jest szatan. Jako ktoś przeciwny i miłości, i człowiekowi. Bo to jemu zależy, żeby miłość nie była piękna, a wyłącznie pożądliwa. Żeby człowiek pogubił się w wartościach. Nie wiedział tak naprawdę, czego się trzymać. Dawno nie słyszałem tak prostego wyjaśnienia. Ileż byłoby komentarzy, gdyby coś takiego powiedział polski ksiądz albo hierarcha tegoż Kościoła. Iluż Leszków by się odezwało! A obrońców Pokazu z nadchodzącej soboty! Przekonuję się po raz kolejny, że naprawdę jesteśmy superpoprawni. A przecież jasny wykład swoich poglądów, jeśli chwilę się nad tym zastanowić, to takie proste w końcowym efekcie. Także w takiej dziedzinie jak podejście i rozumienie małżeństwa. Życzę nowożeńcom, żeby ich sakramentalna, wspólna droga była prosta, jasna i tak piękna jak ślub. I jeszcze na marginesie. Czasem ta prostota w innych dziedzinach daje równie mocno do myślenia. Zajrzyjcie na przykład na stronę/konto FB polskich konserwatystów w Norwegii - Polonia Norvegica. A tam choćby na prościutkie przypomnienie; jak to dawniej z tęczą było.

Ps. Zbiórka publiczna dla Zakładu Leczniczo-Opiekuńczego w Piszkowicach ma urzędnicze pozwolenie na jej prowadzenie do końca roku.

Mieczysław Kowalcze*

*O autorze

Polonista, historyk, dziennikarz, pedagog w pracy i życiu. Od wielu lat związany z Zespołem Szkół Społecznych oraz Kłodzkim Towarzystwem Oświatowym. Autor i współtwórca wydawnictw i publikacji. Działacz Klubu Otwartej Kultury. Niemożliwe jest go nie znać, taki z niego społecznik. Lubiany i szanowany przez wszystkich. Ale skromny, więc na tyle o nim wystarczy.

 


UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy