Reklama

Aktor musi mieć wiele twarzy

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Kobiecym Okiem Aleksandra Skraba urodziła się w Nowej Rudzie. Skończyła łódzką szkołę filmową. W roku ubiegłym zagrała główną rolę w serialu „Sexify”. Między innymi o blaskach i cieniach sławy i aktorstwa z noworudzianką rozmawia Karolina Golak.

Co najbardziej Cię urzeka i fascynuje w Ziemi Kłodzkiej?

 

Urodziłam się w Nowej Rudzie, gdzie mieszkałam przez pierwsze 3 miesiące życia. Później przeprowadziliśmy się z rodzicami do Polkowic, ale spędzałam tutaj każde wakację i święta.  Wciąż mam babcię w Drogosławiu, ciocie, wujków, kuzynów i kuzynki. W rodzinnych stronach bywam dziś niestety rzadziej, ale sentyment do tych terenów pozostał. Jako dziecko uwielbiałam się bać, a tu jest bardzo dużo tajemnic, historii można powiedzieć nadprzyrodzonych – one mnie przyciągają. Tak jest m.in. z Muchołapką w Ludwikowicach. Pamiętam, jak podczas wakacji, czy ferii chodziłam z wujkami w góry. Wbijaliśmy proporczyki, a później w domu przez lornetkę szukaliśmy miejsc, które udało się „zdobyć”. 

 

Zawsze marzyłaś o aktorstwie?

 

Ta odpowiedź zmienia się zależnie od tego, w jakim momencie życia jestem. Dziś jestem na takim etapie, że uważam, że jako dziewczynka nie mogłam pokazywać swoich emocji. Był nacisk kładziony na to, bym była grzeczna. Scena okazała się bezpiecznym miejscem, na pokazywanie ich. Tam można było zaszaleć, pokrzyczeć i dostać za to jeszcze brawa. Nie zawsze myślałam, że zostanę aktorką. Przez całe życie uważałam, że będę lekarką.

 

 

Aktorstwo to ciężki kawałek chleba?

 

Aktor musi wyjść poza strefę własnego komfortu, a to wymaga odwagi. Często zdarza się, że inni ludzie to utrudniają. Na planie dzieje się wiele. Gdy jestem już gotowa to odegrania sceny, to widzę, że często zapominam trochę o zasadach społecznych. Będąc mocno skupiona na scenie, mojej postaci, nie myślę do końca racjonalnie o sobie, jestem bezbronna i „odsłonięta”. Wówczas nie jestem w stanie się bronić. Trudno  jest zdobyć sympatię i oczarować wszystkich jednocześnie zachowując swoją wrażliwość. 

 

 

W „Sexify” zagrałaś jedną z głównych ról -  jak film odebrali Twoi bliscy?

 

Przygotowałam na ten serial rodziców. Dużo opowiadałam, śmiałam się, że będą mieli listę, scen których nie będą mogli obejrzeć. Ale zapewniali mnie o swojej świadomości i gotowości na rozgraniczenie mojej osoby, tej na ekranie i tej prywatnie. Na serial zareagowali pozytywnie. Nie oceniali mnie, czułam, że są ze mnie dumni. 

 

„Sexify” emitowany na  Netflix przyniósł Ci rozpoznawalność?

 

Na szczęście nie (śmiech) bardzo się tego obawiałam . Zabawne, że w Polsce, nikt mnie nigdy nie zaczepił, ale jak byłam na wakacjach we Włoszech, zdarzało się  ludzie mnie zatrzymywali i prosili o zdjęcię. Ten serial był emitowany  w około 140 krajach. Odniósł ogromny sukces w Brazylii, Indiach, we Włoszech,  i wielu innych krajach.

 

Z kolei w serialu „Szadź” zagrałaś rolę drugoplanową?

 

Powiedziałabym, że nawet trzecioplanową. Byłam ciekawa tego serialu i gry w towarzystwie takiej śmietanki aktorskiej. Kręciliśmy w Srebrnej Górze, co też było dla mnie wspaniałym doświadczeniem. W końcu dobrze znam i cenie sobie  te tereny. Nie bez znaczenia było dla mnie także to, że po zdjęciach mogłam spotkać się ze swoją rodziną. 

 

Dlaczego wybrałaś studia w Łódzkiej Szkole Filmowej?

 

W klasie maturalnej trzeba było podjąć decyzję i wybrać przedmioty, które będzie się zdawało na maturze. Niestety nauka była wtedy ostatnią rzeczą o której myślałam.  Wówczas postanowiłam, że będę zdawać do czterech szkół teatralnych, na wydział aktorski. Nie do końca jednak zdawałam sobie wtedy sprawę co to jest za szkoła. Nie dostałam się za pierwszym razem i jestem za to wdzięczna, bo nie byłam zupełnie na to gotowa. Żyjąc w mieście, w którym nie ma teatru, nie spotykając na swojej drodze ludzi będących w tym zawodzie  po prostu nie byłam świadoma co to wszystko znaczy. Poszłam do szkoły prywatnej w Krakowie i później zdawałam ponownie do wszystkich tych szkół (Warszawa, Kraków, Łódź i Wrocław). Udało się,  dostałam się do Szkoły Filmowej w Łodzi, którą ukończyłam trzy lata temu. 

 

 

Jak wspominasz ten czas?

 

To były bardzo intensywne cztery lata. Zajęcia mieliśmy od poniedziałku do soboty. Od godziny 8.00 do 19.00. Co i tak nie oznaczało, że to koniec dnia, ponieważ po zajęciach trzeba jeszcze umówić się z profesorem na próbę, albo sami spotykaliśmy się, żeby jeszcze coś poćwiczyć. Były to cztery lata spędzone w jednym budynku, w którym cały czas coś się działo. 

 

Skończyłaś szkołę i.…

 

 Szkoła się skończyła i to był bardzo trudny moment. Po studiach nagle miałam tyle czasu, że nie wiedziałam co z nim robić. Dziś już trochę do tego przywykłam. W tej branży może być  tak, że przez 3 miesiące mam pracę, a przez kolejne 3 jej nie mam. Póki co jest to dla mnie trudne. Przez 8 miesięcy po szkole byłam bez pracy. Przeprowadziłam się do Warszawy. Chodziłam na castingi, miałam krótki epizod w teatrze i nagle pojawił się casting do „Sexify”. Miałam jakieś 7 etapów i trwał on bardzo długo. Pamiętam, jak na początku trzeba było opowiedzieć historię swojej nieudanej randki. Wydawało mi się to wówczas bardzo dziwne.  Od początku też spodobała mi się postać Natalii. Na ostatnim etapie reżyser zamienił mi rolę na Paulinę. Myślę, że celowo zaczęłam źle grać jej postać żeby tylko nie zmienił mi roli, która tak bardzo mi się spodobała. Teraz znów szukam pracy. Mam wrażenie, że  my aktorzy nie mamy narzędzi do tego, żeby szukać pracy. Zaniosłam teczki do teatru, ale cóż… Rozumiem dyrektorów takich instytucji, bo na jakiej podstawie mają mnie zatrudnić? Mają moje CV, ale nie wiedzą, jak gram. Kartki na których widnieje moje doświadczenie, mają mało wspólnego z tym co tak naprawdę potrafię. 

 

 

Chciałabyś grać w teatrze?

 

Tak. Bardzo. Ale teatry mają teraz trudną sytuację. Tu pojawiają się kwestie finansowe, polityczne, a to mnie przeraża. Ciężko mi sobie wyobrazić sytuację, w której trafiam do takiej instytucji na dłużej i musze przeżywać to wszystko co znam z opowieści moich kolegów i koleżanek. Może nie słusznie, kojarzy mi się to trochę z powrotem do szkoły państwowej. Jednak bardzo tęsknię, za taką pracą zespołową i graniem na żywo, dla ludzi. 

 

 

Jaka teatralna rola Ci się marzy?

 

Zawsze ciągnęło mnie do skrajnych, zaburzonych jednostek. Odkąd pamiętam marzyła mi się rola opętanej siostry zakonnej.  W „Szadzi” moja postać była mocno umalowana, zwracająca uwagę na wygląd, na chłopaków. Starająca się im przypodobać. Zupełnie odmienna od bohaterki, którą zagrałam w „Sexify”.  Po komentarzach, które przeczytałam wiem, że ludzie utożsamiają moją grę aktorską z tą postacią. Tego się bałam.  Spotkałam się z określeniami, że grana przeze mnie postać jest drewniana, bezemocjonalna. Chciałabym mieć gdzie, udowodnić, że tak nie jest i że potrafię też inaczej. 

 

Czy jest tak, że widzom „zaciera” się rzeczywistość filmowa z tą prawdziwą?

 

Na planach, kiedy są statyści, co mnie bardzo fascynuje, zwracają się do mnie jak byśmy znali się od lat. Zawsze mnie to dziwi. Przecież ja ich nie znam. Nie przeszkadza mi to, ale dziwi. To jest zaskakujące. Myślę sobie jednak, że skoro „dałam” swoją twarz na ekran, ktoś mógł się z nią zaznajomić, przyzwyczaić i ma wrażenie, że dużo o mnie wie. A tak przecież nie jest. 

 

 

Co było najtrudniejsze, kiedy grałaś do „Sexify”?

 

To było trudne i ekscytujące doświadczenie zawodowe. Patrzyłam na to jak na ogromną szansę, ale czułam też presję, że to jest mój debiut, że ludzie zobaczą, jak sobie z tym radzę. To było trudne, więc starłam się o tym zbyt dużo nie myśleć. Przy „Szadzi” czułam większy spokój, bo to już nie był pierwszy raz i nie czułam tej ogromnej odpowiedzialności jaka wiąże się z główną rolą. Postaci epizodyczne mogą być bardzo wdzięczne pod tym względem. Jest o nich mało w scenariuszu, dużo zależy wtedy od wyobraźni aktora. 

 

 

A jaki jest Twój ulubiony film i aktor?

 

To oczywiście też się często zmienia. Mój ukochany film, od dziecka to „Ze śmiercią jej do twarzy. A moją ulubioną aktorką, którą zawsze podziwiam jest Elisabeth Moss, którą możemy oglądać m.in. w  „Opowieść podręcznej”. Dla mnie ona łamie wszelkie schematy dotyczące amerykańskich aktorek. Jest niewiarygodnie prawdziwa i przejmująca. 

 

Widzisz siebie w branży aktorskiej za kilka lat?

 

Przez „Sexify” przestałam planować, zakładać, ale nie marzyć. Nie spodziewałam się, że taki serial w Polsce powstanie, więc postanowiłam trochę zatrzymać moją głowę, bo mam wrażenie, że czekają na mnie jeszcze większe rzeczy, których nawet sobie nie wyobrażam. Przede wszystkim  Nie chciałabym znienawidzieć tego zawodu.  Nie chcę też rzucać się na wszystko. Chcę ostrożnie wybierać role i wspaniale byłoby w ogóle móc je wybierać, aby ta praca nie stała się pracą „korporacyjną”. Chciałabym, żeby była twórcza i ciekawa. 

 

 

W Polsce tak jest?

 

Wszystko zależy od człowieka. Rozumiem ludzi, którzy chcą zarobić pieniądze i czuć się bezpiecznie, a później robić coś ambitniejszego. Teraz jest duże przyzwolenie na to. W szkole jedno z najgorszych co można było usłyszeć, to że będziesz grać w serialach. Zawód dla profesorów był misją, która nie musi dawać ci stabilności materialnej. Myślę jednak, że wynika to z metryki profesorów, którzy są zatrzymani w czasie. Nie mają świadomości, jak ten rynek dziś wygląda. Może też nie oglądają seriali, które powstają dzisiaj i są coraz ciekawsze. Wychodząc ze szkoły, miałam poczucie, że to co się tam działo ma niewiele wspólnego z pracą jaką wykonuje. 

 

Dziękuję za rozmowę

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy