REKLAMA

Aneta Potoczna: chcę być burmistrzem wszystkich mieszkańców

Aneta Potoczna jest burmistrzem Kudowy-Zdroju

Fot. Kudowa.pl

Kiedy spotykamy się w Urzędzie Miasta w Kudowie Zdroju, trwa właśnie remont. Aneta Potoczna nowa burmistrz nie ma zbyt wiele czasu, za chwilę ma kolejne spotkanie, dzwoni telefon. Czas i obowiązki ją gonią. Szybka, energiczna, zadaniowa, kobieta, która wie, czego chce – takie wrażenie zostaje po tej rozmowie.

Kiedy pojawił się pomysł, że wystartuje Pani w wyborach samorządowych na stanowisko burmistrza?

Jakieś dwa lata przed wyborami. Nigdy nie wiemy, jaki życie nam napisze scenariusz. Mi napisał inny niż zakładałam. Gdyby mi ktoś pięć lat temu powiedział, żebym startowała na burmistrza, to powiedziałabym, że mnie to nie interesuje.

 

Co się zatem wydarzyło?

Mieszkałam w Kudowie Zdroju, a dojeżdżałam do pracy do Nowej Rudy. Zmiana pracy wpłynęła na moją decyzję, ale także to, że w mieście była stagnacja. Zostałam zaproszona do Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Miasta Kudowa Zdrój. Odchodziły stare władze i chcieli reaktywować stowarzyszenie. Zostałam zaproszona jako gość i nie spodziewałam się, że zostanę wybrana na przewodniczącą.

 

Co oni w Pani widzieli?

Mówili, że jestem energiczna, przebojowa, nie boję się wyzwań i tylko ja mogę to dalej pociągnąć. Współpraca z byłym burmistrzem nie układała się, a stowarzyszenie nie miało nawet możliwości, żeby spotykać się w urzędzie. Decyzje, które podejmowałam jako kierownik w Nowej Rudzie to były decyzje strategiczne, a ja nie miałam problemu, żeby je podejmować. Zawsze wiedziałam, że stanowisko burmistrza to odpowiedzialna praca. Są sprawy, których się uczę, ale wieloma wcześniej już sama się zajmowałam.

 

Nie da się ukryć, że mocno Pani „dostała po głowie”?

Zostałam zwolniona z urzędu dwa razy, nie wiedziałam nawet, że tak można. Byłam kierownikiem Referatu Inwestycji i Funduszy Europejskich zarządzałam kilkunastoma osobami, pozyskiwaliśmy milionowe dofinansowania. Za każdym razem pan Maziarz mówił, że dobrze się mu ze mną pracuje a tymczasem czarne chmury zbierały się nade mną. Pewnego dnia zostałam zaproszona na salę, gdzie zostało mi odczytane wypowiedzenie umowy o pracę. Burmistrza ani Zastępcy przy tym nie było. Wyszłam z sali, spakowałam się i opuściłam urząd.

 

Płakała Pani? Był żal?

W urzędzie pilnowałam się. Oddałam sprawę do sądu pracy, a po około 10 dniach dostałam pocztą dodatkowo zwolnienie dyscyplinarne za rażące naruszenie obowiązków służbowych związane np. z używaniem telefonu służbowego po godzinach pracy do celów prywatnych. Wszystkie rozmowy po godz. 15.30 do wykonawców, nawet do burmistrza zostały uznane jako prywatne, a to przecież były sprawy służbowe. Sąd Pracy w Kłodzku uznał zwolnienie za słuszne, odwołałam się do Sądu Okręgowego, w Świdnicy. Wygrałam. Jednak burmistrz Maziarz złożył wniosek do Sądu Najwyższego o kasację wyroku. Niedawno, bo w lutym 2019 r. Sąd wydał postanowienie o odmowie przyjęcia skargi do rozpoznania.

 

 

Czy poprzez start w wyborach, chciała Pani utrzeć nosa poprzedniemu burmistrzowi?

Przez niektóre osoby tak było to odbierane. Dodatkowo mówili, że kiedy wygram, to przyjdę jak bogini zemsty i będę zwalniać. Ale ja nie zwolniłam nikogo.

 

Co Pani robiła w dniu wyborów?

Nie miałam wieczoru wyborczego. Byłam z przyjaciółmi pod ziemią w sztolni w Górach Sowich.

 

Dlaczego Pani nie czekała na wyniki wyborów?

A po co? Nic by to nie zmieniło. Byliśmy pod ziemią, nie było zasięgu, wyszliśmy po północy i wtedy zaczęły przychodzić SMS-y i wiedziałam, że poparcie jest duże, ale nie wiadomo było czy będzie druga tura. Na szczęścicie jechaliśmy przez Karłów i znowu nie było zasięgu. Dopiero koło godz. 13.00 następnego dnia okazało się, że wygrałam w pierwszej turze.

 

Myślała Pani, że wygra?

Nie startowałabym z myślą, że przegram. Startowałam, żeby wygrać. Kiedy wraca Pani po pracy do domu to... To jestem piekielnie głodna. Rozmawiam z mamą, z synem. Starszy, Łukasz, jest na studiach, młodszy, Mateusz, jest w 3 klasie gimnazjum. Jest zachwycony, że mama jest burmistrzem. On, jego koledzy i koleżanki z klasy bardzo mi kibicowali. Jestem wdzięczna klasie 3a z gimnazjum za wsparcie i pomoc.

 

Co mama mówiła, kiedy zdecydowała się Pani wystartować? Bo ja sobie wyobrażam Pani mamę, która mówi: „Dziecko po co ci to?”

Dokładnie tak było. Mama mówiła, że będą plotki, że będzie źle, że wiadro pomyj na mnie wyleją. A ja mówiłam: „Mamo, ale ja chcę coś zmienić”. Najpierw mama mówiła, żebym nie startowała, bo chciała mnie chronić, ale, kiedy podjęłam decyzję, to mnie wspierała.

 

I co mama pysznego dla Pani szykuje do jedzenia, kiedy wraca Pani do domu?

Mówi, że jestem ogromnie wybredna, jeśli chodzi o jedzenie. Lubię to, co dzieci: pierogi, naleśniki, schabowe. Pierogów nikt nie robi tak dobrych jak mama. Moja mama też robi najlepsze. To wie Pani o czym mówię, opowiadając o obiadach mamy.

 

Dobrze ma Pani w domu?

Bardzo dobrze. Nie muszę się spalać na domowych sprawach. Mam wsparcie w mamie, mężu, świetnych synów, przyjaciół.

 

Jak za pięć będzie wyglądała Kudowa Zdrój?

To będzie znowu przyjazne miasto. Marzę o tym, żeby ludzie wrócili do przyjaźni, chcę być burmistrzem wszystkich mieszkańców. Chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że Kudowa jest przyjazna, bo wydaje mi się, że ten rozłam jest widoczny zarówno w Polsce jak i Kudowie. Kiedyś tutaj było nie do pomyślenia, żeby ludzie nie odzywali się do siebie. Wszyscy się znamy. Urząd ma być przyjazny, żeby nie był wymarłym grobowcem. Poprzednia władza dostała pieniądze z Unii Europejskiej na remont dróg, więc będziemy ogłaszali przetargi na modernizację ulic w Starym Zdroju. Są pieniądze na single tracki – leśne ścieżki rowerowe. Chciałabym zdobyć pieniądze na kanalizację, na drogi, na współpracę z miastem partnerskim Nachod. Mam mnóstwo planów.

Dodaj komentarz

Komentarze dla artykułu (0): Aneta Potoczna: chcę być burmistrzem wszystkich mieszkańców

Strajk Kobiet Kłodzko wystawiło symboliczny mandat dla senatora Aleksandra Szweda. Dlaczego?

Fot. Wojciech Zaczyk

Zieleniec: Cały czas wierzymy, że sezon narciarski nie jest stracony. Przedsiębiorcy będą walczyć o powrót na stoki.

FB/GOPR Wałbrzych

Ratownicy GOPR sprowadzili zwłoki mężczyzny z gór. Akcja trwała ponad 12 godzin.

Zamów reklamę

Skontaktujemy się z Tobą

Interesujesz się reklamą w gazecie? Może chcesz wynająć billboard lub promować się na tym portalu internetowym. Uzupełnij poniższe dane, a uzyskasz ofertę dostosowaną do Twoich potrzeb.
Formularz został wysłany.
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. ×